Sześć lat temu dowiedziałam się, że jest coś takiego jak osteopatia i są specjaliści, którzy pracują tą metodą terapii z psami. Wtedy pierwszy raz spotkałam prof. Stuarta McGregora, który przyjechał do Poznania pokazać jak pracuje. Wtedy też postanowiłam, że chce się tego uczyć.
Terapia osteopatyczna u psa potrafi wzruszyć do łez, bo jest (nie boję się tego słowa) sztuką. Podczas terapii, która rozpoczyna się jak tylko pojawia się pacjent ze swoim opiekunem, nawiązuje się relacja, bo pies zaczyna nam ufać, że to co robimy jest po to, by lepiej się poczuł. Widząc te subtelną nić jaka powstaje między psem a Stuartem i końcowy efekt w postaci psa, który poczuł ogromną ulgę nie można się nie wzruszyć.
Moja osteopatyczna droga od momentu, kiedy zobaczyłam prof. Stuarta McGregora zatoczyła koło, bo wiosną tego roku zdecydowałam się zrobić dyplom w London College of Animal Osteopathy, którą prowadzi profesor. W sierpniu natomiast pojechałam do Norwegii, by szkolić się pod jego okiem.
Pracowałam na psach, które biegają w zaprzęgach (to narodowy sport Norwegów) nawet 2 tysiące kilometrów. Przekonałam się, że Norwegowie mają niesamowite poczucie humoru, dystans do siebie a psy są ich największą miłością.
Kiedy 6 lat temu zobaczyłam terapie osteopatyczną na psie, nie wiedziałam jeszcze na czym ona polega. Patrząc z boku może to się wydawać proste, zwłaszcza jak robi to osteopata z ponad 30 letnim doświadczeniem, płynnie, spokojnie, elegancko. Po 6 latach, kiedy moje doświadczenie jest większe, dostrzegam w pracy Stuarta McGregora prawdziwy kunszt, bo wiem, że do tej prostoty dochodzi się długimi latami praktyki. Cieszę się, że mogłam brać udział w warsztatach, by potem oferować moim pacjentom terapie osteopatyczną, którą nieustannie rozwijam u najlepszych osteopatów na świecie.
